0
(0)

Zapewne nieraz trzymali Państwo w dłoniach stare krążki i zastanawiali się nad ich historycznym pochodzeniem. Często pada wtedy pytanie: moneta bez znaku mennicy – co to znaczy i czy taki brak czyni ją droższą? W numizmatyce drobne detale mają duże znaczenie przy każdej rzetelnej wycenie. Niekiedy jeden szczegół ukryty na powierzchni decyduje o nieoczekiwanie wysokiej cenie rynkowej.

W poniższym artykule przyjrzymy się temu zjawisku. Postaramy się obalić powszechne mity i wskazać, kiedy defekt faktycznie oznacza zysk. Zwrócimy też uwagę na najsłynniejsze przypadki z rodzimego rynku, na czele ze znanymi nominałami z czasów powojennych.

Czym jest znak mennicy i gdzie go szukać?

Zanim przejdziemy do rzadkich okazów, warto zdefiniować, czym jest znak mennicy. W uproszczeniu stanowi on swego rodzaju podpis mennicy, pozwalający ekspertom ustalić miejsce produkcji. Tradycja ta sięga czasów starożytnych, gdy na krążkach umieszczano drobne sygnatury ułatwiające identyfikację warsztatu lub urzędnika nadzorującego emisję. Dziś ten niewielki element jest powszechnie stosowanym standardem.

Jeśli wezmą Państwo do ręki współczesny bilon, dostrzegą na nim charakterystyczne oznaczenia. W przypadku polskich monet znaku mennicy należy szukać na stronie z godłem narodowym, która w polskiej numizmatyce jest awersem (stroną główną). Zazwyczaj ten drobny element znajduje się tuż pod łapą orła. To właśnie w tym miejscu Mennica Polska umieszcza swój znak.

Współczesne polskie monety obiegowe noszą zwykle znak w formie liter M i W ułożonych w monogram (znak Mennicy Warszawskiej, stosowany od 1965 roku). Warto wiedzieć, że znak mennicy służy przede wszystkim identyfikacji pochodzenia monety – ułatwia ekspertom rozpoznanie, gdzie powstała dana partia. Funkcja antyfałszerska jest wtórna, bo sam znak łatwo podrobić; właściwe zabezpieczenia to mikrograwerunek czy ukryte detale. Znając te podstawy, mogą Państwo pewniej poruszać się po numizmatyce.

Fakty i mity: czy brak stempla zawsze oznacza fortunę?

Wśród osób początkujących popularne jest przekonanie, że każdy błąd w tłoczeniu gwarantuje szybki zarobek. W rzeczywistości brak znaku nie zawsze podnosi wartość waloru. Bardzo często ten rzekomy mankament wynikał ze zlecenia dużej produkcji wyspecjalizowanym podmiotom zagranicznym. Powierzanie produkcji innym krajom powtarzało się w historii gospodarczej wielokrotnie.

Brak tradycyjnego znaku może być wynikiem różnych procesów technologicznych oraz decyzji gospodarczych:

  • Działalności zakładów zagranicznych, które nie nanosiły polskich oznaczeń (np. w Londynie czy słowackiej mennicy w Kremnicy).
  • Postępującego zużycia matrycy lub zapchania stalowego stempla podczas masowego bicia.
  • Wypuszczenia bardzo wąskich partii próbnych, które nie trafiły do powszechnego obiegu.
  • Modyfikacji w przepisach produkcyjnych na szczeblu ministerialnym.

Czy zatem każda moneta z opisywanym defektem to ukryty majątek? Zdecydowanie nie. Realny wpływ na wartość monety ma przede wszystkim jej nakład, badany typ monety oraz oceniany stan zachowania. Dopiero zbieg tych czynników sprawia, że obserwujemy wyjątkowe zdarzenia na rynku numizmatycznym.

Legenda PRL: 10 groszy z 1973 roku bez znaku mennicy

Dobrym przykładem opisanego mechanizmu jest znana moneta 10 groszy z 1973 roku. Zwykłe dziesięciogroszówki z tego rocznika (nakład 80 mln sztuk) posiadały monogram MW i dziś wycenia się je na ułamek grosza. Istnieje jednak rzadki wariant, który od dekad stanowi marzenie wielu polskich kolekcjonerów. Mowa o odmianie 10 groszy 1973 bez znaku mennicy (Parchimowicz 206l, Fischer OB 031, stopień rzadkości R8).

Ten rzadki egzemplarz uchodzi za jedną z największych rzadkości obiegowych okresu PRL. Numizmatycy do dziś spierają się, dlaczego ta moneta została wybita bez znaku. Część z nich wskazywała mennicę w Kremnicy na Słowacji, choć sama mennica dokumentacyjnie temu zaprzeczyła; inni upatrują tu rzadkiego błędu maszyny w warszawskiej mennicy. Pochodzenie pozostaje więc nierozstrzygnięte.

Wyjątkowość tej monety polega na bardzo ograniczonej dostępności oraz trudności w zdobyciu jej w stanie menniczym. Gdy trafia na licytację, budzi duże emocje. Ceny potrafią sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych w przypadku egzemplarzy poddanych certyfikacji – rekord to 38 940 zł (z opłatą aukcyjną) na aukcji Domu Aukcyjnego Marciniak w maju 2023 roku, co czyni ją najdroższą monetą obiegową PRL. To pokazuje, że czasem drobny brak detalu staje się znaczącym atutem rynkowym.

5 złotych z 1932 roku – kiedy znak mennicy podnosi wartość?

Aby pokazać, że w inwestycjach alternatywnych nie ma uniwersalnych schematów, warto przywołać kolejny przypadek. Jest nim wybijana w srebrze moneta 5 złotych z wizerunkiem określanym jako Polonia (potocznie „głowa kobiety”), projektu Antoniego Madeyskiego. W tym przypadku sytuacja się odwraca, burząc utrwalone mity.

Na początku lat trzydziestych zlecono wyprodukowanie dużego nakładu tych monet w Londynie (Royal Mint). Ponieważ nie tłoczyła ich Mennica Państwowa w Warszawie, nie naniesiono na nie warszawskiego znaku menniczego – którym w okresie międzywojennym był herb Kościesza, a nie monogram MW (ten wprowadzono dopiero w 1965 roku). Wobec tego londyńska moneta bez znaku mennicy jest dziś pospolita, a jej wycena bazuje głównie na zawartości srebra, czyli na giełdowym kursie kruszcu.

Sytuacja zmienia się jednak w przypadku niewielkiej puli wyprodukowanej w Warszawie. Moneta 5 złotych 1932 ze znakiem Kościesza (Parchimowicz 116a, rzadkość R2) stanowi dziś rzadkość na rynku kolekcjonerskim – zdecydowaną większość warszawskiego nakładu przetopiono z powodu słabego odbicia detali. Z powodu małej liczby zachowanych poprawnych sztuk to właśnie wersja ze znakiem osiąga wysokie ceny (w wysokim gradingu kilkanaście–kilkadziesiąt tysięcy złotych). Świadczy to o tym, że każda moneta wymaga dogłębnego rozpoznania historycznego.

Współczesne monety bez znaku mennicy – błąd czy fałszerstwo?

Nawet współczesne monety zjeżdżające z taśm w zmechanizowanych zakładach mogą mieć drobne wady mennicze. Choć precyzyjna technologia mocno ograniczyła poważne usterki, do obiegu wciąż trafiają sporadyczne destrukty. Jeżeli nie dostrzegą Państwo na pierwszy rzut oka liter M i W na nowej złotówce, może to oznaczać błąd produkcyjny.

Brak znaku menniczego powstaje obecnie głównie w wyniku zakłóceń mechanicznych:

  • Odprysków powstających na stalowej matrycy.
  • Odkładania się opiłków i zanieczyszczeń w obrębie tłoczącego stempla (tzw. zapchany stempel).
  • Chwilowego spadku ciśnienia roboczego w prasach, co niweluje najdrobniejsze detale.

Jeśli trafi do Państwa rąk egzemplarz bez znaku, zalecamy chłodną i powściągliwą ocenę sytuacji. Warto przy tym pamiętać, że przy zapchanym stemplu zwykle pozostaje zarys znaku widoczny pod powiększeniem. Należy też uważać, bo mechaniczne ścieranie znaku to znana praktyka nieuczciwych handlarzy, którzy w ten sposób próbują upozorować rzadką odmianę „bez znaku” (dotyczy m.in. 10 gr 1973). Kluczem jest potwierdzona autentyczność, dlatego zaskakujące znaleziska warto powierzać renomowanym instytucjom gradingowym.

Podsumowanie

Kwestia znaków na bilonie to temat obszerny i pełen niuansów. Świadomość tego, czym jest znak mennicy i co oznacza jego brak, chroni przed pochopnymi decyzjami zakupowymi. Fakty i mity krążące po forach internetowych warto weryfikować u specjalistów. Rzetelna wycena kolekcji opiera się zawsze na wiedzy oraz analizie historycznych nakładów.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Czym jest znak mennicy i jakie pełni funkcje?

Znak mennicy to oznaczenie graficzne lub monogram literowy wskazujący miejsce wyprodukowania bilonu. Pozwala ekspertom rozpoznać pochodzenie danej partii emisyjnej. Pomaga też w weryfikacji monety, choć sam w sobie nie jest podstawowym zabezpieczeniem antyfałszerskim.

Gdzie zazwyczaj umieszcza się znak mennicy na polskich monetach obiegowych?

W przypadku współczesnych monet emitowanych przez Narodowy Bank Polski znaku należy szukać na awersie, czyli stronie z godłem. Litery M i W znajdują się zazwyczaj w dolnej części, tuż pod łapą orła. Warto pamiętać, że nie wszystkie roczniki noszą ten znak – część emisji bito za granicą bez polskiego oznaczenia.

Czy 10 groszy 1973 bez znaku mennicy to najdroższa krajowa moneta z tamtego okresu?

To jedna z największych rzadkości obiegowych PRL – uchodzi za najdroższą monetę obiegową tego okresu. Podczas aukcji potrafi osiągać kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych (rekord to 38 940 zł w 2023 roku). Trzeba jednak pamiętać, że na rynku krąży sporo falsyfikatów, które wymagają laboratoryjnej weryfikacji.

Czy każda znaleziona moneta bez sygnatury będzie automatycznie wiele warta?

Zdecydowanie nie – to jeden z najczęściej powielanych błędów wśród amatorów. Bardzo często pospolite monety bez sygnatur powstawały celowo w mennicach zagranicznych, a ich nakłady liczone są w milionach sztuk. Zawsze należy weryfikować dany rocznik, nominał oraz historyczne zapisy emisyjne dla konkretnego wzoru.

Jak pomocny był ten wpis?

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić wpis!

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.

Zdjęcie profilowe autora
Autor: Łukasz Witta

Łukasz Witta to doświadczony ekspert w dziedzinie finansów, specjalizujący się w analizie rynku metali szlachetnych. Jest również współwłaścicielem i założycielem Sklepu Szlachetne Inwestycje. Ukończył studia ekonomiczne pod kierunkiem „Finanse Międzynarodowe i Bankowość”. Jako pasjonat finansów zdobył szeroką wiedzę z zakresu systemu finansowego ...